Artykuł Czytelnika: Dirt w sercu Jeleniej Góry

Jest 2010 rok. W Jeleniej Górze odbyły się zawody w dirt jumpingu. Na jeleniogórski bruk wysypano tony ziemi i zbudowano tor z wyprofilowanymi skoczniami - hopami. Wystartowali zawodnicy z całej Polski.
W ocenie sędziów poziom zawodów był wysoki. Tłumy jeleniogórzan obserwowały fantastyczne skoki i akrobacje powietrzne młodych rowerzystów. Rozpędzali się oni z wysokiej wieży, rozbiegu i chwilę szybowali jak ptaki albo szybowce (-Dlaczego szybowce? -Otóż w Jeżowie Sudeckim mamy tor do startu grawitacyjnego - bez udziału samolotu czy wyciągarki. Oba tory mają dokładnie takie same zadanie - wyrzucić sportowca w górę.
To porównanie nasunęło mi się z powodu lokalnego patriotyzmu. A wymienione sporty, tak się składa, są chlubą naszego regionu). Oklaskom nie było końca. Atmosferę podgrzewali sami zawodnicy prześcigający się w saltach i obrotach. W ferworze walki nie obyło się bez wywrotek i upadków. Jest to niezwykle trudna dyscyplina. Do jej uprawiania potrzebny jest mocny rower, mocny kask i ochraniacze. Ale przede wszystkim żelazna psychika. Akrobacje wykonywane są tu na sekundy, albo lepiej, ułamki sekund przed lądowaniem...