Artykuł Czytelnika: Słodko–gorzki tłusty czwartek

Dziś stoimy w kolejkach i zastanawiamy się, ile takich, a ile takich, przełykając co chwilę ślinkę. Nie inaczej było ze mną. Stojąc w kolejce zauważyłem dostawę świeżych pączków. Myślę sobie, że lepiej trafić nie mogłem i tak też na początku było. Kupiłem znaczną ilość świeżych, pulchnych i jeszcze ciepłych pączków.
Pędem udałem się do domu, gdzie na moje szczęście mam kilka kroków do piekarni. Trzy pączki na start i kubek kawy to jest to czego potrzebuję. Pączek ciepły, ciasto pulchne, smaczne i delikatne, lukier tak świeży, że zostaje na palcach. Zagryzam z ogromną radością, a tu nagle okazuję się, że nadzienia w tym pączku tyle co kot napłakał. Stwierdziłem, wada fabryczna, w następnym będzie lepiej. Nie było.
Rozczarowany drugim pączkiem, postanowiłem trzeciego przeciąć na pół zanim przejdę do dalszej, już nie tak słodkiej i radosnej konsumpcji. Tu też okazało się, że nadzienie jest koszmarnie ubogie. Wykonałem dwa zdjęcia na szybko, by pokazać jaką ilość nadzienia w pączku zaoferowała mi moja ulubiona piekarnia.
Pozostałymi pączkami chciałem podzielić się w pracy. Zjem je sam, nie będę robił sobie wstydu. Taki to mój słodko gorzki Tłusty Czwartek.